• Wpisów:11
  • Średnio co: 137 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 18:30
  • Licznik odwiedzin:13 902 / 1644 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
ROZDZIAŁ 3.
Wieczór. Hache gna na motorze na pełnym gazie. W myślach nie udaje mu się znaleźć jednego słowa na określenie Gin. Ale i tak próbuje. Sympatyczna, zabawna, piękna, inna. W zasadzie po co w ogóle ogranicznać się do jednego określenia? Chyba lepiej zebrać je wszystkie do kupy. Właśnie przejeżdża obok szkoły. Od razu o niej pomyślał. To spadło na niego jak gram z jasnego nieba. Wspomnienie. Tamten dzień, tamten poranek. Widział to wszystko jakby to właśnie w tej chwili się działo. Przyjechał pod szkołę. Przygląda się jej z daleka, widzi, jak czeka na schodach i rozmawia z Katiną. Po chwili w pełnej euforii przytula przyjaciółkę żegnając się z nią. Hache uśmiecha się zrozumiale. Idzie w jego stronę, a gdy już jest przy nim nachyla się i całuje go w usta. Jak tylko pojawia się to wspomnienie o niej, należy niezwłocznie zostawić je samemu sobie, jednak by pozostało nieostre, nie dać mu się wciągnąć. Tak, by uniknąć bólu. Już lepiej. Już po wszystkim... Tamten deszcz, a raczej ulewa spadła już dawno, definitywnie.
***
Babi wychodzi z samochodu. Zamyka go i rozgląda się wokół widząc pustkę, jak każdego wieczoru. Po chwili słyszy jakiś dziwny szelest, który przerywa jej rozmyślenia.
- Cześć.
Ileż to razy słyszała już ten głos. Tylko akurat dzisiaj brzmi jej jakoś inaczej.
- Chico. Cześć... Co słychać? Co Ty tu robisz?
- Po prostu przechodziłem obok i zauważyłem Ciebie więc stanąłem z tyłu, wystarczyło dobrze spojrzeć i od razu mnie widać. Skąd wracasz? Jesteś śliczna, świetnie wyglądasz.
- Dzięki... Spotkałam się z ojcem. A co u Ciebie?
- Dlaczego Daniela nie odpowiada na moje SMS-y?
- Masz czelność jeszcze pytać o to? Tak w ogóle to Ty sam powinieneś mi powiedzieć, co takiego się wtedy wydarzyło, nie sądzisz?
- Słuchaj, to jeszcze nie powód, żeby z tego robić tragedię i myślę, że nie ma o czym mówić.
- Ach tak, nie ma o czym mówić! W sumie Ty i tak masz to gdzieś, co? Grunt, że jesteś Ty szczęśliwy, a moja siostra może sobie co noc płakać w poduszkę żałując tego, co się wydarzyło tamtego wieczoru.
- Jakim prawem mi zarzucasz takie rzeczy? Chyba znasz mnie, pamiętasz kim jestem, nieprawdaż? To ja, Chico, ten sam, który...
- Który co? Który pojawia się nagle, jakby mnie prześladował? Który usiłuje przenokać mnie, że wcale nie powinnam uważać go za winnego? Ten Chico?
Seria pytań pod sam koniec przechodzi niemal w krzyk. Policzki Babi teraz rzeczywiście robią się całe czerwone. I to wcale nie dlatego, że jest mile podekscytowana.
- Może i właśnie ten Chico. Ten, z którego tak umiejętnie zrobiłaś idiotę. Nic tylko pogratulować, Babi!
- Jeśli nie przestaniesz, to tylko pogorszysz całą sprawę. Zrozum, że czasami sprawy nie układają się po naszej myśli, to wszystko, nie ma w tym niczyjej winy, lepiej sobie odpuścić.
- Odpuścić? Tyle, że ja byłem tym dobrym, ale Ty widocznie wolałaś tego łajdaka. I co teraz z tego masz? Tak naprawdę Ty to wszystko zniszczyłaś...
Babi nie wytrzymuje. Już gdzieś w środku pali ją coś, czego nie potrafi wyrazić, kiedy słowa to za mało. Kiedy osoba, którą mam przed sobą, zamiast udzielić nam zwykłej odpowiedzi, jakiej oczekujemy, mówi coś zupełnie innego. A nawet mówi więcej. Aż za dużo. Babi wymierza mu policzek prosto w twarz, mocno, celnie, ze złością.
- Oszalałaś?
Sama nie wie. Nic tylko stoi i wpatruje się w swoją rękę jakby należała do kogoś zupełnie innego. Jest wstrząśnięta. Ma oczy pełne łez.
- Przepraszam...
Odchodzi szybko, ale już nie tak lekkim krokiem, jak zaraz po wyjściu z samochodu. Próbuje jakoś dojść do siebie, ochłonąć. Otwiera bramkę nie patrząc czy zamknęła ją za sobą. Ma nadzieję, że ochłonie zanim wejdzie do domu. Ręka wciąż jej się jeszcze trzęsie. Ale nie da się tego porównać z trzęsieniem ziemi, które rozsadza ją od środka. Wchodzi do domu zatrzaskując za sobą drzwi.
***
Hache jest już w domu. Ledwo wszedł, a już słyszy, jak dzwoni domofon. Szybkim ruchem otwiera wejście i po chwili w drzwiach pojawia się Alejandro.
- Cześć Alex.
- Gdzie Ty się podziewałeś? Byłem wcześniej, by zobaczyć jak się tu urządziłeś, ale nie zastałem Cię.
- Co za pech. Byłem u Gin.
I za chwilę znów słychać, jak dzwoni domofon. Znów opuszcza pokój, tym razem biegiem. Alejandro już jest w salonie i zmierza do domofonu, ale nieomal Hache mu go wyrywa.
- Czegoś tu nie rozumiem, to mój dom, Ty tu jesteś gościem, a zachowujesz się, jakbyś to wszystko było Twoje.
Patrzy na niego krzywo i po chwili uśmiecha się szeroko. Alejandro tylko poklepał go po ramieniu z uśmiechem i wyszedł z salonu. Słychać jeszcze jeden dzwonek. Podnosi słuchawkę i słyszy kobiecy głos. Serce zaczyna mu walić jeszcze mocniej.
- Katina, nie poznajesz? Przychodzę obejrzeć Twoje nowe mieszkanie, a potem zabieram Cię do klubu.
- Co do drugiego, to się jeszcze okaże. Okay, wejdź. Piąte piętro.
Wciska przycisk, by mogła otworzyć drzwi. Alejandro patrzy na Hache z uśmiechem.
- Kobieta? Chcesz żebym sobie poszedł? Albo zamknę się w pokoju i udam, że mnie tu nie ma.
Cały jego brat. Co on w ogóle rozumie, co takiego może o nim wiedzieć?
- To Katina, kobieta Polla.
Nic nie mówi. Wygląda jakby posmutniał.
- Przepraszam Hache.
Idzie do pokoju by zabrać kurtkę. Hache miał go zatrzymać, ale akurat tym razem słychać dzwonek. Kieruje się w stronę drzwi i je otwiera.
- Cześć!
- Hache, witaj!
Rzuca mu się na szyję i ściska go mocno.
- Dawno Cię nie widziałam.
- Jeśli mnie zaraz nie puścisz, to już mnie więcej nie zobaczysz, w końcu to grozi uduszeniem.
- No dobra, wybacz.
Zaśmiała się i puściła go. Stara się być mniej wylewna.
- Pokaż mi mieszkanie.
- Chodź ze mną.
Zamykam drzwi i oprowadzam ją, idąc krok przed nią.
- To jest salon, jasne tkaniny, zasłony i tak dalej, i tak dalej.
Opowiada, opisując jej wszystko po kolei. Obserwuje ją, jak przemieszcza się tuż za nim, uważnie przygląda się rzeczom, raz po raz ich dotyka, chcąc w ten sposób lepiej je ocenić.
- A to kuchnia. Chcesz coś?
- Nie, nie, na razie nic.
- Później zapomnę, będziesz musiała sama mi powiedzieć.
Zaczęła się śmiać. Od razu przypomniał mu się ten sam śmiech, kiedy śmiała się razem z Pollo. Po chwili, tak nieoczekiwanie Katina zmienia wyraz twarzy.
- A nie pokażesz mi sypialni?
Hache dstrzega w niej nagłą zmianę. Staje się zmysłowa i kokieteryjna. Czyżby miała jakiegoś faceta? Czy po tak długiej przerwie w końcu znalazła sobie kogoś? Hache, minęły już dwa lata.
- Proszę, wejdź do środka.
Puka cicho do drzwi i je otwiera.
- Można?
Alejandro w tym samym czasie podchodzi do drzwi i z uśmiechem wita Katinę.
- Tak, cześć Katina!
- Cześć.
Podają sobie rękę. Katina uśmiecha się lekko speszona.
- W takim razie ja już pójdę, zresztą jestem umówiony.
Poklepał Hache po ramieniu dając mu do zrozumienia, że nie będzie im przeszkadzał i wpadnie innym razem.
- Na razie!
Powiedział z uśmiechem, który dawał do zrozumienie, że rozumie. Kiedy wyszedł z domu w tym samym czasie zaczęła dzwonić komórka. Katina wyciągnęła z kieszeni i pokazała spojrzeniem, że musi odebrać, na co Hache kiwnął głową z uśmiechem. Opuścił pokój by mogła spokojnie porozmawiać. Poszedł do kuchni i wyciągnął z lodówki wodę mineralną po czym nalał do dwóch szklanek. Po chwili przyszła Katina.
- Koleżanka dzwoniła. To co, wybierzesz się ze mną do klubu? Będzie fajnie, chodź!
Powiedziała rozbawiona i szturchnęła go zaczepnie w bok.
- Dobrze, już dobrze. Pójdę skoro nalegasz. Przyjadę po Ciebie o 21, dobrze?
- Świetnie! Jasne, będę gotowa nawet na 20! A teraz wybacz, ale muszę już iść.
- Już? Nawet się nie napijesz?
- Nie, innym razem. Napijemy się w klubie!
Spojrzała na niego ze znaczącym uśmiechem. Hache podszedł do niej i pogłaskał ją po włosach po czym przyciągnął delikatnie do siebie i przytulił. Katina nie protestowała. Wtuliła się w przyjaciela przymrużając oczy. Dlaczego zawsze gdy go przytulała przypominała sobie o Pollo? Może dlatego, że Hache tak bardzo jej go przypominał. Mimo wszystko nie chciała, by było inaczej.
  • awatar Kiss of Death . ! .: Hej. Własnie dodałam nowy rozdział i proszę o szczerą opinię. Za wszystkie komentarze staram się odwdzięczać. (jeżeli jednak zapominam proszę mi przypominać a na pewno skomentuje) Pozdrawiam.
  • awatar mścicielka998: ♥ megaa :3
  • awatar viva la diva.blogg: ;magia :)) szkoda że już nie dodajesz ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
ROZDZIAŁ 2.
Promienie słoneczne przecinają pokój. Po skraju łóżka wspinają się na kołdrę, na brązowe włosy śpiącej dziewczyny, na jej odkryte ramiona. Otwiera oczy czując dotyk ciepłego dnia. Budzik jeszcze nie dzwoni. Podciąga kołdrę aż pod brodę. Pozostaje tak z przymkniętymi oczami, z rękoma na brzuchu, nie zmieniając pozycji nóg w pełnym bezwładzie. Zupełnie jak kiedyś, kiedy jeszcze była nastolatką. Nagle słyszy budzik. Dzwoni dokuczliwie z uporem. Niechętnie się przeciąga i po omacku szuka go na stoliku. Znajduje budzik i wyłącza go. Ziewa jeszcze kilka razy, po czym zabiera ubrania pod pachę i rusza do łazienki. Bierze szybko zimny prysznic, ubiera się elegancko i maluje się, podkreślając swoje usta krwisto-czerwoną szminką. Wychodzi z pokoju i niespiesznym krokiem wchodzi do kuchni gdzie siedzi Rafaela opierająca dłonie o brodę, ma łzy w oczach, gdy tylko zobaczyła Babi ledwo je powstrzymała.
- Dzień dobry mamo. Jak spałaś? – podeszła do niej i musnęła jej policzek po czym usiadła na swoim miejscu i nalała do filiżanki kawy.
- Witaj córeczko. Daniela jeszcze śpi? – spytała z zaciekawieniem unikając tematu.
- Nie wiem, jeszcze u niej nie byłam. Dzisiaj spotykam się z tatą. – upiła łyk kawy i spojrzała na matkę.
- Powiedz mu żeby zabrał resztę rzeczy stąd, nie chce ich tu widzieć inaczej wyrzucę je do śmieci. – powiedziała stanowczo nieco zdenerwowanym głosem.
- Dobrze mamo. Przeglądałam listę gości, mogłabym zaprosić jeszcze jedną osobę? – uśmiechnęła się delikatnie, jednak nadal myślała o tym czy dobrze zrobiła, że spytała ją o to.
- Oczywiście kochanie, a kto to będzie? – popatrzyła na córkę nieco zaskoczona i po chwili dopiła swoją kawę.
- Powiem Ci jak będę wiedziała czy na pewno pojawi się na ślubie, a teraz muszę lecieć, nie chcę się spóźnić. Do zobaczenia! – powiedziała po czym pospiesznie pocałowała Rafaelę w policzek i udała się w stronę drzwi a po drodze wzięła swój kremowy żakiet i wyszła z domu.
***
Ze snu wyrwało go głośne pukanie do drzwi, zaspany przekręcił zamek i powrócił do łóżka. Nie dane mu jednak było dalsze spanie, brat zaczął prawić mu kazanie, więc ten bez słowa udał się do łazienki i wziął długi prysznic. Gdy usłyszał, że brat wyszedł z mieszkania, owinął ręcznik wokół bioder i skierował się do kuchni. Napił się pospiesznie kawy po czym wrócił do pokoju. Założył ulubione jeansy, czarny t-shirt i zatrzaskując za sobą drzwi ruszył biegiem w dół schodów. Wyszedł na duszną ulicę, odpalił motocykl i ruszył dodając co chwilę gazu. Kiedy był na mijescu zaparkował swój motocykl na chodniku. W momencie gdy zgasił silnik, jakiś samochód go minął, podniósł swoje okulary i rozejrzał się po chwili wyciągnął swój telefon i napisał SMS-a do Gin. Zsiadł z motoru i oparł się o niego oczekując na pojawienie się Gin. Czas mijał, a on zamyślony zaczął wpatrywać się w jakiś dom. Nagle poczuł jakieś dłonie oplatające jego skronie, już chciał je wykręcić, ale poczuł znajomy zapach uderzający do jego nosa, zachował spokój. Gdy poczuł jej oddech przy swoim uchu, uśmiechnął się pod nosem.
- Czyżby to najpiękniejsza, najcudowniejsza i najładniej pachnąca dziewczyna w Barcelonie? – Gin zaczęła się śmiać, po chwili dała mu soczystego buziaka w policzek i stanęła do niego przodem.
- Skąd wiedziałeś, że to ja? – wzruszyła beztrosko ramionami po czym zabrała mu okulary przeciwsłoneczne i założyła je.
- To taki dar. – mrugnął do niej i roześmiał się.
- Może wpadniesz do mnie? Dom jest pusty. Mój brat umówił się z Katiną więc szybko nie wróci, jestem pewna. – zaśmiała się melodyjnie i złapała go za dłoń.
- Pusty powiadasz? To z chęcią wpadnę. – uśmiechnął się łobuzersko i poruszył brwiami zabierając jej okulary. Gin uśmiechnęła się zadziornie i puściła jego dłoń szukając kluczy w swoich kieszeniach. Szła powoli w stronę drzwi. Hache szybko poprawił motor i ruszył za dziewczyną. Gdy szła przed nim nie mógł oderwać wzroku od jej zgrabnego ciała, założył nawet okulary żeby go na tym nie przyłapała.
  • awatar Other world: super super ^^
  • awatar Gość: *świetny blog* *zapraszam do mnie*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
ROZDZIAŁ 1.
- Wiesz... Nie sądziłam, że uwiniemy się z tym tak szybko. – Gin usiadła na murku i zaczęła przyglądać się obrazowi.
- Powiedziałem, że Ci pomogę więc to zrobiłem. Co jak co, ale ja słowa dotrzymuję. – usiadł obok i spojrzał na nią.
- Hache... Dlaczego nie spaliłeś listu? – powiedziała poważnym głosem przechylając głowę w jego stronę, a wzrok wbiła w jego oczy czekając na odpowiedź.
- Chciałem wszystkie swoje uczucia przelać na papier, a gdybym spalił ten list, wtedy bym tak dobrze nie ujął tego co tam pisało. – zaczął się śmiać.
- Głupek! – uśmiechnęła się szeroko i delikatnie uderzyła go z pięści w ramie.
- Ałłł! Rozumiem, że to Twój sposób na okazywanie miłości. – z uśmiechem objął ją w pasie i przytulił do siebie, a brodę oparł o jej głowę i mimowolnie powąchał włosy. Pachniały przyjemnie.
- Nie podskakuj, bo dobrze wiesz, że znam taekwondo. – wtuliła się w niego i przymrużyła oczy.
***
W tym samym czasie do pokoju Babi weszła Daniela.
- Przepraszam, że bez pukania, ale jestem taka podekscytowana! – z radością podeszła do siostry i wręczyła jej kartkę. Babi kiwnęła głową z westchnieniem i zaczęła ze skupieniem czytać to co było napisane na kartce. Chwilę potem na jej twarzy pojawił się uśmiech a swój wzrok przeniosła na siostrę.
- Gratuluję siostrzyczko! Cieszę się, że to będzie chłopiec. Mówiłaś rodzicom? – oddała jej kartkę i spojrzała na Danielę z promiennym uśmiechem.
- Powiedziałam tylko ojcu, ucieszył się, a matce nie mam zamiaru mówić, nie chcę z nią nawet rozmawiać! – ostatnie słowa wypowiedziała obojętnym, chłodnym tonem.
- Dani... Wiesz jaka jest matka, wszystko musi być po jej myśli, ale uszanowała Twoją decyzję przecież. Po tym jak ojciec odszedł z domu jest samotna więc zrozum ją. – powiedziała i złapała siostrę za policzki patrząc w jej oczy.
- No dobrze... Powiem jej, ale nie oczekuj ode mnie niczego więcej, nie potrafię jej wybaczyć. – zabrała dłonie Babi ze swoich policzków i delikatnie ucałowała. - Dziękuje Babi, jesteś wspaniała. – dodała po czym wyszła z pokoju.
***
Hache ruszył w stronę motoru, włożył ręce do kieszeni w poszukiwaniu kluczy.
- Cholera! – powiedział pod nosem, był bardzo zdziwiony, bo nigdy w życiu nie zdarzyło mu się zgubić kluczy od motoru.
- Zapewne szukasz tego? – Gin pomachała kluczykami od motoru. Hache od razu poznał ją po głosie i z uśmiechem na twarzy odwrócił się do niej.
- Widzę, że nie tylko benzynę kradniesz, kluczyki również. – po chwili oboje zaczęli się śmiać. Po chwili jednak nastała cisza, a Gin zbliżyła się do niego a ustami delikatnie musnęła jego dolną wargę. Jej dłonie spoczęły na jego szyi, a lekkie muśnięcie w usta zamieniło się w namiętny pocałunek. Wsunęła mu kluczyki do kieszeni kurtki i oderwała sie od jego ust.
- Przyjedź jutro, dobrej nocy. – uśmiechnęła się łobuzersko i odeszła w stronę drzwi. Hache przez chwilę stał wryty a jego mina była obłędna, po chwili wsunął rękę do kieszeni i wyciągnął kluczyki.
- Dobranoc. – zdążył jeszcze jej odpowiedzieć, uśmiechnął się i podążał za nią wzrokiem. Gdy zniknęła z jego pola widzenia, niespiesznie wsiadł na motor i ruszył sobie tylko znanym kierunku. Mijał puste jeszcze ulice, co raz zwiększając prędkość swej maszyny, co sprawiało mu ogromną frajdę. Jak co dzień, wrócił do domu, gdy miasto budziło się ze snu, padł od razu na łóżko i spokojnie zasnął.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Prolog.
Życie nie zawsze jest takie jakie chcielibyśmy, aby było. Często los stawia nam przed sobą ludzi, którzy mieszają w naszym życiu. Często stawia ludzi, których nie powinniśmy w ogóle poznać. Niektórzy niszczą nasze życie, inni zaś odmieniają je. Miłość, przyjaźń, więź rodzinna - to wszystko można zniszczyć nie wiedząc nawet jak to się stało. Nieraz głupota, nieraz poważna sprawa. Życie nie zawsze jest kolorowe. Często spotykają nas porażki, upadki, z których nie możemy się podnieść. Ale to jest chwilowe. Zawsze pojawia się ktoś kto pomoże nam wydostać się z tego dołu, a nasze życie powoli nabiera barw. Nauczyłam się, że życie to nie tylko zjazd z górki, ale również wjazd pod górkę. Zawiodłam się wiele razy, kochałam, pragnęłam, nienawidziłam. Tyle uczuć i emocji odczuwałam na raz. Niektóre moje słowa raniły, pozostawiały ból. Niektóre były tak miłe i czułe, że wyryły się w niektóre serca. Życie nauczyło mnie jednego: Docenisz kiedy stracisz. Stracisz, jeżeli nie docenisz.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Narzeczony Babi - Gustavo, 27 lat.
 

 
Siostra Babi - Daniela, 18 lat.
 

 
Dziewczyna Hache i przyjaciółka Katiny - Gin, 19 lat.
 

 
Przyjaciółka Hache i Babi - Katina, 20 lat.
 

 
Główny bohater - Hugo 'Hache' Olivera, 24 lat.
 

 
Główna bohaterka - Babi M. Alcazar, 20 lat.
 

 
Witam wszystkich.
Na samym początku chciałabym Was poinformować, że to mój pierwszy miniblog tutaj. Tutaj chce Wam przedstawić opowiadanie związane z filmem i książką „Trzy Metry Nad Niebem” i „Tylko Ciebie Chcę”. Postanowiłam, że napiszę 3 część, ponieważ bardzo uwielbiam tę historię miłości i chcę ją przedstawić w swój sposób pisząc jej kontynuację. Pamiętajcie, że to tylko zwykłe opowiadanie a nie prawdziwa 3 część. Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś kto będzie to czytał. Rozdziały będą umieszczane w różnych odstępach czasowych. Czasami co 5 dni, a czasami nawet i co 3 tygodnie. Z góry przepraszam, ale nie zawsze mam czas. Chodzę do liceum więc mam dużo nauki, ale mimo wszystko nie zrezygnuje z pisania tego opowiadania.
- Z poważaniem: Autorka.