• Wpisów: 11
  • Średnio co: 141 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 18:30
  • Licznik odwiedzin: 14 001 / 1704 dni
 
smutnieradosna
 
SmutnieRadosna. ♥: ROZDZIAŁ 3.
Wieczór. Hache gna na motorze na pełnym gazie. W myślach nie udaje mu się znaleźć jednego słowa na określenie Gin. Ale i tak próbuje. Sympatyczna, zabawna, piękna, inna. W zasadzie po co w ogóle ogranicznać się do jednego określenia? Chyba lepiej zebrać je wszystkie do kupy. Właśnie przejeżdża obok szkoły. Od razu o niej pomyślał. To spadło na niego jak gram z jasnego nieba. Wspomnienie. Tamten dzień, tamten poranek. Widział to wszystko jakby to właśnie w tej chwili się działo. Przyjechał pod szkołę. Przygląda się jej z daleka, widzi, jak czeka na schodach i rozmawia z Katiną. Po chwili w pełnej euforii przytula przyjaciółkę żegnając się z nią. Hache uśmiecha się zrozumiale. Idzie w jego stronę, a gdy już jest przy nim nachyla się i całuje go w usta. Jak tylko pojawia się to wspomnienie o niej, należy niezwłocznie zostawić je samemu sobie, jednak by pozostało nieostre, nie dać mu się wciągnąć. Tak, by uniknąć bólu. Już lepiej. Już po wszystkim... Tamten deszcz, a raczej ulewa spadła już dawno, definitywnie.
                               ***
Babi wychodzi z samochodu. Zamyka go i rozgląda się wokół widząc pustkę, jak każdego wieczoru. Po chwili słyszy jakiś dziwny szelest, który przerywa jej rozmyślenia.
- Cześć.
Ileż to razy słyszała już ten głos. Tylko akurat dzisiaj brzmi jej jakoś inaczej.
- Chico. Cześć... Co słychać? Co Ty tu robisz?
- Po prostu przechodziłem obok i zauważyłem Ciebie więc stanąłem z tyłu, wystarczyło dobrze spojrzeć i od razu mnie widać. Skąd wracasz? Jesteś śliczna, świetnie wyglądasz.
- Dzięki... Spotkałam się z ojcem. A co u Ciebie?
- Dlaczego Daniela nie odpowiada na moje SMS-y?
- Masz czelność jeszcze pytać o to? Tak w ogóle to Ty sam powinieneś mi powiedzieć, co takiego się wtedy wydarzyło, nie sądzisz?
- Słuchaj, to jeszcze nie powód, żeby z tego robić tragedię i myślę, że nie ma o czym mówić.
- Ach tak, nie ma o czym mówić! W sumie Ty i tak masz to gdzieś, co? Grunt, że jesteś Ty szczęśliwy, a moja siostra może sobie co noc płakać w poduszkę żałując tego, co się wydarzyło tamtego wieczoru.
- Jakim prawem mi zarzucasz takie rzeczy? Chyba znasz mnie, pamiętasz kim jestem, nieprawdaż? To ja, Chico, ten sam, który...
- Który co? Który pojawia się nagle, jakby mnie prześladował? Który usiłuje przenokać mnie, że wcale nie powinnam uważać go za winnego? Ten Chico?
Seria pytań pod sam koniec przechodzi niemal w krzyk. Policzki Babi teraz rzeczywiście robią się całe czerwone. I to wcale nie dlatego, że jest mile podekscytowana.
- Może i właśnie ten Chico. Ten, z którego tak umiejętnie zrobiłaś idiotę. Nic tylko pogratulować, Babi!
- Jeśli nie przestaniesz, to tylko pogorszysz całą sprawę. Zrozum, że czasami sprawy nie układają się po naszej myśli, to wszystko, nie ma w tym niczyjej winy, lepiej sobie odpuścić.
- Odpuścić? Tyle, że ja byłem tym dobrym, ale Ty widocznie wolałaś tego łajdaka. I co teraz z tego masz? Tak naprawdę Ty to wszystko zniszczyłaś...
Babi nie wytrzymuje. Już gdzieś w środku pali ją coś, czego nie potrafi wyrazić, kiedy słowa to za mało. Kiedy osoba, którą mam przed sobą, zamiast udzielić nam zwykłej odpowiedzi, jakiej oczekujemy, mówi coś zupełnie innego. A nawet mówi więcej. Aż za dużo. Babi wymierza mu policzek prosto w twarz, mocno, celnie, ze złością.
- Oszalałaś?
Sama nie wie. Nic tylko stoi i wpatruje się w swoją rękę jakby należała do kogoś zupełnie innego. Jest wstrząśnięta. Ma oczy pełne łez.
- Przepraszam...
Odchodzi szybko, ale już nie tak lekkim krokiem, jak zaraz po wyjściu z samochodu. Próbuje jakoś dojść do siebie, ochłonąć. Otwiera bramkę nie patrząc czy zamknęła ją za sobą. Ma nadzieję, że ochłonie zanim wejdzie do domu. Ręka wciąż jej się jeszcze trzęsie. Ale nie da się tego porównać z trzęsieniem ziemi, które rozsadza ją od środka. Wchodzi do domu zatrzaskując za sobą drzwi.
                               ***
Hache jest już w domu. Ledwo wszedł, a już słyszy, jak dzwoni domofon. Szybkim ruchem otwiera wejście i po chwili w drzwiach pojawia się Alejandro.
- Cześć Alex.
- Gdzie Ty się podziewałeś? Byłem wcześniej, by zobaczyć jak się tu urządziłeś, ale nie zastałem Cię.
- Co za pech. Byłem u Gin.
I za chwilę znów słychać, jak dzwoni domofon. Znów opuszcza pokój, tym razem biegiem. Alejandro już jest w salonie i zmierza do domofonu, ale nieomal Hache mu go wyrywa.
- Czegoś tu nie rozumiem, to mój dom, Ty tu jesteś gościem, a zachowujesz się, jakbyś to wszystko było Twoje.
Patrzy na niego krzywo i po chwili uśmiecha się szeroko. Alejandro tylko poklepał go po ramieniu z uśmiechem i wyszedł z salonu. Słychać jeszcze jeden dzwonek. Podnosi słuchawkę i słyszy kobiecy głos. Serce zaczyna mu walić jeszcze mocniej.
- Katina, nie poznajesz? Przychodzę obejrzeć Twoje nowe mieszkanie, a potem zabieram Cię do klubu.
- Co do drugiego, to się jeszcze okaże. Okay, wejdź. Piąte piętro.
Wciska przycisk, by mogła otworzyć drzwi. Alejandro patrzy na Hache z uśmiechem.
- Kobieta? Chcesz żebym sobie poszedł? Albo zamknę się w pokoju i udam, że mnie tu nie ma.
Cały jego brat. Co on w ogóle rozumie, co takiego może o nim wiedzieć?
- To Katina, kobieta Polla.
Nic nie mówi. Wygląda jakby posmutniał.
- Przepraszam Hache.
Idzie do pokoju by zabrać kurtkę. Hache miał go zatrzymać, ale akurat tym razem słychać dzwonek. Kieruje się w stronę drzwi i je otwiera.
- Cześć!
- Hache, witaj!
Rzuca mu się na szyję i ściska go mocno.
- Dawno Cię nie widziałam.
- Jeśli mnie zaraz nie puścisz, to już mnie więcej nie zobaczysz, w końcu to grozi uduszeniem.
- No dobra, wybacz.
Zaśmiała się i puściła go. Stara się być mniej wylewna.
- Pokaż mi mieszkanie.
- Chodź ze mną.
Zamykam drzwi i oprowadzam ją, idąc krok przed nią.
- To jest salon, jasne tkaniny, zasłony i tak dalej, i tak dalej.
Opowiada, opisując jej wszystko po kolei. Obserwuje ją, jak przemieszcza się tuż za nim, uważnie przygląda się rzeczom, raz po raz ich dotyka, chcąc w ten sposób lepiej je ocenić.
- A to kuchnia. Chcesz coś?
- Nie, nie, na razie nic.
- Później zapomnę, będziesz musiała sama mi powiedzieć.
Zaczęła się śmiać. Od razu przypomniał mu się ten sam śmiech, kiedy śmiała się razem z Pollo. Po chwili, tak nieoczekiwanie Katina zmienia wyraz twarzy.
- A nie pokażesz mi sypialni?
Hache dstrzega w niej nagłą zmianę. Staje się zmysłowa i kokieteryjna. Czyżby miała jakiegoś faceta? Czy po tak długiej przerwie w końcu znalazła sobie kogoś? Hache, minęły już dwa lata.
- Proszę, wejdź do środka.
Puka cicho do drzwi i je otwiera.
- Można?
Alejandro w tym samym czasie podchodzi do drzwi i z uśmiechem wita Katinę.
- Tak, cześć Katina!
- Cześć.
Podają sobie rękę. Katina uśmiecha się lekko speszona.
- W takim razie ja już pójdę, zresztą jestem umówiony.
Poklepał Hache po ramieniu dając mu do zrozumienia, że nie będzie im przeszkadzał i wpadnie innym razem.
- Na razie!
Powiedział z uśmiechem, który dawał do zrozumienie, że rozumie. Kiedy wyszedł z domu w tym samym czasie zaczęła dzwonić komórka. Katina wyciągnęła z kieszeni i pokazała spojrzeniem, że musi odebrać, na co Hache kiwnął głową z uśmiechem. Opuścił pokój by mogła spokojnie porozmawiać. Poszedł do kuchni i wyciągnął z lodówki wodę mineralną po czym nalał do dwóch szklanek. Po chwili przyszła Katina.
- Koleżanka dzwoniła. To co, wybierzesz się ze mną do klubu? Będzie fajnie, chodź!
Powiedziała rozbawiona i szturchnęła go zaczepnie w bok.
- Dobrze, już dobrze. Pójdę skoro nalegasz. Przyjadę po Ciebie o 21, dobrze?
- Świetnie! Jasne, będę gotowa nawet na 20! A teraz wybacz, ale muszę już iść.
- Już? Nawet się nie napijesz?
- Nie, innym razem. Napijemy się w klubie!
Spojrzała na niego ze znaczącym uśmiechem. Hache podszedł do niej i pogłaskał ją po włosach po czym przyciągnął delikatnie do siebie i przytulił. Katina nie protestowała. Wtuliła się w przyjaciela przymrużając oczy. Dlaczego zawsze gdy go przytulała przypominała sobie o Pollo? Może dlatego, że Hache tak bardzo jej go przypominał. Mimo wszystko nie chciała, by było inaczej.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego